faithfull blog

Twój nowy blog

Ż Herbie Hancock & Quincy Jones- ‚Take Five’; The Yardbirds- ‚Stroll On’
NJack Kerouac- ‚On The Road’(fragmenty)

009_a.jpg Piszę notki jakby od tego zależało moje codzienne przeżycie. Może i zależy. Myślałam że grzechy całego świata spłwają na mnie po drugiej filiżance kawy. Ale zakawiona nieznajoma pozbawiła mnie kompleksów. Kichnęłam. Zdarza mi się to ostatnio często. Kichanie to raczej miła czynność. Najpierw robi się nieprzyjemnie, ale potem, kiedy już kichniesz jest całkiem miło. Jakby ulga. Najgorzej jest, kiedy kichnięcie przetrzyma cię w niepewności, osobo kichająca. Dyskomfort złagodzić mogą tylko próby samodzielnego wywołania tego odruchu. Jednak udane są one tylko w niewielkim ułamku procenta. Nieudanie się tej czynności doprowadzić może do frustracji oraz powstania ‚izmu‚, nawet ‚izmów’ pewnego rodzaju. Wydaje mi się że Marks & Engels nieźle nakichali się w swoim życiu zanim wymyślili socjalizm. „When you become enlightened you will know that you’ve always been enlightened all along”. Jeśli wierzyć Kerouacowi, oświecenie to tylko zdanie sobie sprawy że jest się żarówką. Zaczynam wierzyć, że przyciskiem, włącznikiem, czy jakkolwiek nazwiesz pstryczek od światła jest kichnięcie.

fot.: Jack Kerouac; 4

Ż P. McCartney- „Calico Sky”, „Yvonne”; The Beatles-„I Will”, „Helter Skelter”, „I Want You (She’s So Heavy)”; Jimi Hendrix- „Little Wing” (Acoustic);
N Cz. Miłosz – „Poezje”

Chyba zaraz wpadnę w szeroko pojęty obłęd. Po raz dziesiąty słucham wycia McCartneya. Chyba jest ze mną ale, bo słucham tego na własne życzenie. Wcześniej przez godzinę leciało „Yvonne„. Zanim się zorientowałam, że ciągle leci to samo (bo sama, jako geniusz włączyłam, żeby ciągle leciało) zdążyłam wysłuchać to jakieś 20 razy. Teraz katuję „I Will„. Moja psychika wymaga głupawki. Totalnej głupawki. McCartney był pod ręką, jak zwykle użyteczny podczas moich dołków. Zazwyczaj dołki te zasypuję właśnie śmieciami w wykonaniu pana M., co bardzo mi odpowiada. Obydwoje jesteśmy zadowoleni. Ja zasypuję dołek, on sprzedaje płyty. To się nazywa s y m b i o z a. Studiuję Miłosza. Właściwie to mistrz Miłosz trzyma mnie we wszystkick kawałkach a nie w okruszkach. Who knows how long I’ve loved you, You know I love you still, Will I wait a lonely lifetime, If you want me to I will. Ale to głupie. Głupie g ł u p i e głupie. Ciche i nieprzeszkadzające. Love you forever and forever, Love you with all my heart; Love you whenever we’re together, Love you when we’re apart.Brak koncentracji oraz zmęczenie doprowadza mnie do nucenia wraz z sir Paulem. Zaczynam świrować.

Ż M. Grechuta- „Letnia przygoda”

N J. Kofta – „Szary poemat”, Cz. Miłosz- „Ars Poetica?”

Sobota. W sumie każdy wie, że jest sobota, więc po co to pisać, że jest sobobta. Nawet ci, którzy nie orientują się, że istnieje coś takiego jak dni tygodnia wiedzą, że dzisiaj sobota. Po wczorajszym piątku wszystko jest już wiadome.

„Wichrowe wzgórza”, które doprowadzały mnie do swoistego orgazmu na sam dźwięk tytułu straciły swój urok, kiedy je ostatecznie przeczytałam. Katarzyna i Katarzyna. To chyba nie był odpowiedni moment na czytanie. Wolę nierozwianą panią Jane Austen. Zdecydowanie.

Snuję się po domu z kubkiem i formuję wnioski. Po południu będę się snuć po łąkachi wnisoki lepić i dolepiać. Nie po wrzosowiskach. Po łąkach. Jednak brzmi to moje spacerowanie jakbym się miała snuć po wrzosowiskach z „Tajemniczego ogrodu„, „Psa Baskervillów” i nawet „Wichrowych Wzgórz„. Ale bym chciała pochodzić po wrzosowiskach. czuję się niemal jak Dick z „Tajeniczego ogrodu”.

Wrzosy widziałam 3 razy w życiu, kiedy przedzierałam się nad morzem przez poligon by dotrzeć na plażę.

Wieje wiatr. Jak dobrze. Będę się czuć jak Jane Eyre.

North%20York%20Moors.jpgWrzosowiska North York

tp.jpg

Ż M. Grechuta- „Mandarynki,pomarańcze”
Czajkowski – „Dziadek do orzechów” (fragmenty)

Za ścianą mama szyje na maszynie. tatatatatatataaaaaaaa… stukocze. Nie mogę się skupić. Piszę pracę na polski dotyczącą niebanalnych powieści. „Sto lat samotności”, „Pani Dalloway„, „Proces„, „W poszukiwaniu straconego czasu„, „Oddział chorych na raka„, „Utopia„, „Flet z madragory„. tatatatatta atatatatataaaaa… znowu maszyna. po podłodze przemyka pająk. To nie jest fikcja literacka. on tu naprawdę jest. czarny i z głupimi wielkimi odnóżami. Tfu! Taki miały a jednak panuje nade mną całkowicie. Gdyby podszedł bliżej uciekłabym. obserwuję go podświadomie. Wszedł pod kaloryfer. tatata tatatatataaaaatata. Znowu wylazł. Dlaczego nie mogę się skupić nad pracą? To chyba to słońce i pogoda, słońce i pogoda, pójdziemy se, razem do ogroda, razem do ogroda… a teraz to „Wesele”. Słucham Grechuty. A widzę Olbrychskiego w tej krakowskiej czapce. Wesele. „Jak się żenić, to się żenić, to tak jakby w uniesieniu, w równe nogi wskoczyć w studnię. Nie utoniesz, nie utoniesz! Topi się kto bierze żonę. Niech się topi, niech się spali, byle ładnie grajcy grali, byle grali na wesele, jak się ta muzyka miele”. Bez sensu mi się myśli. tatatatataatatatataatataaaaaaaaaaaaa.ta.t. Pająk zniknął. mam świadomość tego, że mi może na nogę wchodzi niepostrzeżenie. Niemożliwe. Chyba. tat. Szyjszyjęzaszyjęposzyjęwyszyjęwszyję. Dopiero zdałam sobie sprawę, z tego, że Grechuta ma na imię Marek.

Ż J. Barry- „I Had A Farm In Africa”, A. Mozart- „Fantasia in d-moll”

WIOSNA. W sumie tyle notki by wystarczyło i byłoby to nawet za dużo. Wiosna. W zupełności wystarczyłoby. Jednak jestem na to zbyt uparta. Przeczytałam Tango.

ELEONORA: Edziu, jak ty ślicznie nakrywasz!

EDEK: Co się będę opieprzał.

W myśl myśli Edka nie opieprzam się, tylko się uczę. Ponieważ jestem porządna, a na dodatek ściga mnie matura. Zostały 3 tygodnie. Czytałam „Małą Apokalipsę„, ale jest zbyt ciepło na odgrzewanie PRL-u. Wskrzeszanie trupa nie jest mi dzisiaj na rękę. Poszłabym na spacer. Poszłabym na spacer. Poszłabym gdziekolwiek. Jednak nie pójdę, bo się uczę. Się uczę. Tak, oto metoda mantr opracowana przez zaradną Bridget Jones. Powtarzam sobie. Wiosna. Wiosenny Mozart. Mozart wiose nnnnn y.

Ż J. Barry- „I had a farm in Africa”, A. Mozart- „Clarinet Concerto i A- Adagio” (muzyka z „Pożegnania z Afryką”)

„Pożeganie z Afryką”. Oglądałam pierwszy raz. Czytałam książkę razy dwa. To właśnie przy niej zakochałam się w baronowej Blixen. Robert Redford i Meryl Streep. Obsada tak wyborowa, że innej nie mogłabym sobie wyobrazić. O dziwo, film porusza te 40 ostatnich stron powieści. 20 kartek, w które czytając wpiłam sie samą sobą. Czytając chciałam, wręcz pragnęłam romansu. Denys, o ile mnie pamięć nie myli, pojawia się w książce na krótko. Od początku do końca książka jest o Afryce. O miłości do kraju, do równin i górek i innych tych form terenu, które tak zapadają w pamięć kiedy zakochujesz się w krajobrazie. Film jest o miłości. Co za głupie stwierdzenie. O miłości? Powiedziałabym raczej, o samotności i o drodze jaką trzeba przejść. O drodze? To jeszcze gorzej niż o miłości. Nie do mnie należy określnie o czym jest film. Ja się po prostu zapadłam w krzesło. I patrzyłam. Parzyłam nie ma Meryl Streep, nie na Karen Blixen, ani nawet nie na uroczego i świetnego Redforda w którym kiedyś byłam szaleńczo zakochana. Patrzyłam na Virginię Woolf. Jakie to głupie. Siedziałam i zamiast Karen Blixen, widziałam Virginę palącą papierosa. Niesaomowite.

Wcześniej jednak trwając w bezruchu weszłam w film. Zdarza mi się to niezwykle rzadko. Niewybaczalne romansidło. Romansidło na którym prawie się popłakałam. Przecież wiedziałam, że wszystko zmierza do endu raczej nie happy. To głupie, ale miałam nadzieję, że tym razem Robert Redford zrezygnuje z umierania.

Pomyliłam się. Życie okazało się lepszym scenarzystą niż kilku ludzi w Hollywood.

Ż Tears for Fears- Everybody Loves A Happy Ending

Jest ciepło. Spacerowo. Niewybaczalnie słonecznie i ogólnie niedepresyjnie jest.

Wilk stepowy” i „Sztukmistrz z Lublina„. Od przekładania ciastek pogięło mnie niepomiernie. Chyba nie będę ich jeść. Przekładanie ciastek jak zawsze zotało powierzone chłoporobolowi nr. 1 czyli mnie, bo po pierwsze nie potrafię niczego oprócz nich upiec, a po drugie co sie będę po domu bezczynnie pałętać. Straciłam rachubę przy setnym.

Powyższego „Wilka Stepowego” przeczytałam, a może nawet wchłonęłam, jak jakiś jamochłon. Niesamowity. Bardzo podobnie odebrałam „Władcę much” Goldinga.

Przekładanie ciastek zawsze połączone jest u mnie z przemysleniami na teamty życiowe, a wręcz filozoficzno-egzystencjalne. Rozważam sprawę tego o co mnie pytają wielcy filozofowie ( zbyt wielu ich nie znam, ale pozastanawiać się można), albo plotkuję w myślach. No nie jestem jak ten bohater Prousta, który przy magdalenkach wspominał przeciństwo w „W stronę Swanna„, ale może i lepiej.

Sztukmistrz z Lublina” też jest miły. Miły nie znaczy wybitny. Niestety. Dobrze się czyta, nie przeczytam drugi raz. Znudziłam się tą książką.

Nieszczęsne ciastka. Teraz nie tylko ja się od nich kleję. Klawiatura zaraz zastygnie i tak pozostanie. Chyba, że mi się palce do niej przykleją. I ja tak zostanę.

Ż John Lennon- Lucy in The Sky with Diamonds

Napisałam dzisiaj „choć” przez samo „h„. Nie jest dobrze. Dowiedziałam się również, że jestem stereotypową dziewczyną z gór. Objawił mi to pewien Paw. Choć nie jest to kolejna piosenka o papierowych taksówkach, to jednak zauważam elementy psychodelii.

Pani Dalloway została dokończona i przemyślana. Nadal nie wiem dlaczego tak bardzo mi się spodobała. Może to autosugestia.

***

Newspaper taxies appear on the shores
Waiting to take you away
Climb in the back with your head in the clouds
and you’re gone

(całość)

***

Trudno byłoby pisać o moich oczach z kalejdoskopem, bo chyba się, on ten kalejdoskop rozregulował i muszę iść do okulisty. Cóż, tak bywa.

***

Wyprałam się wczoraj dokładnie, Chyba już nie został na mnie żaden wapor, coklwiek to jest. Łupież został wyprany i nakrochmalony. Jednak stwierdzić muszę, że jestem przerażona bezsensem prysznicowania się. Wykonuję tą czynność codziennie. Jestem czysta i nie brudzę. Idealny zwierzak domowy. A brudu nigdy do końca nie zmyję. Tworzy się znowu i znowu.

***

Wczorajszy program o Bitlach na Discovery przeraził mnie. To Paul był od początku cacy, Yoko Ono rozwaliła zespół, biedny Macca musi sobie teraz radzić ze świadomością że to John został ikoną popkultury. Stereotypy. Choć momenty były. Ciekawe okazały się materiały archiwalne (było ich aż 3 ;).

Ż Maroon 5- Sunday Morning

Pani Dalloway. Pana Pe czuje się związana z Panią Dalloway choć jeszcze nawet nie skończyła czytać książki ani nie jest mężatką. Jest na stronie 195. I to było tak, jakby otrzymała prezent mocno zapakowany i jak gdyby ktoś jej powiedział, że ma ten prezent zachować, ale niech go nie ogląda. Panna Pe myśli, Ja myślę, ten trzecioosobowy bełkot mnie wykańcza, że nie wiem czy chcę ten prezent otworzyć. Czy chcę znać koniec? Po raz pierwszy nie poszłam do szkoły ze względu na sprawdzian. Rysa na szklance. Jak wleję trochę wrzątku, to się pęknę w swoich dłoniach. To nie jest poetyka. Poetyka mnie denerwuje. Po prostu coś mi odpadnie. Rozum chyba. Albo jakiś organ. Wątroba albo cynaderka, ewentualnie płucko. A szkoda. Moi wszyscy przyjaciele to organy powiedział Pan Lennon. Moi też.

PS. No a pani Woolf powiedziała kiedyś, że jeśli kobieta ma 5tys. funciaków rocznie na swoje utrzymanie to nie musi już nienawidzić mężczyzn.

***

But things just get so crazy living life gets hard to do
And I would gladly hit the road get up and go if I knew

(całość)

Co bym chciała wiedzieć? Tu jest problem. Nie wiem. Huston, mamy problem. Stado uśmiechniętych ludzi, blondyna uśmiechająca się do wokalisty raczej wymiętego, choć symptatycznego. To jest życie. U mnie w niedzielny poranek wygląda nieco inaczej.


  • RSS